„Twoi żydowscy dziadkowie zagłosowaliby na Zohrana”
O zawłaszczaniu postępowej kultury żydowskiej przez antysemitów
Jill
Pomnik bohaterów powstania w getcie warszawskim autorstwa rzeźbiarza Nathana Rapaporta. Monument wzniesiono na terenie zniszczonego getta. Jego kopia znajduje się w Yad Vashem w Jerozolimie.
Pisałam już wcześniej o antysemickiej publikacji Mehdiego Hasana, kiedy to we właściwy dla niego sposób przywołał rodzinę Bibasów w służbie swojej podłej agendy. Nie planowałam robić tego ponownie, po prostu dlatego, że nie chcę dostarczać temu żałosnemu oportuniście kolejnych kliknięć czy polubień. Ale ponieważ tym razem dotyczy to mojej własnej rodziny, czuję, że muszę się odnieść:
Zeteo
@zeteo_news
„Twoi [żydowscy] dziadkowie zagłosowaliby na Zohrana. Twoi dziadkowie prawdopodobnie byli socjalistami, bo tym właśnie była większość Żydów z Europy Wschodniej w Nowym Jorku na przełomie wieków.”@mollycrabapple rozmawia z @simonerzim o historii żydowskiego socjalizmu w Nowym Jorku.
18:06 · 24 kwietnia 2026 · 86,1 tys. Wyświetleń
Mamy tu Simone Zimmerman, która wystąpiła w żałosnym antyizraelskim filmie, który już zrecenzowałam, żebyście nie musieli go oglądać, oraz Molly Crabapple, autorkę książki Here Where We Live Is Our Country: The Story of the Jewish Bund. Nie będę twierdzić, że ją przeczytałam (bo nie przeczytałam), jednak na podstawie tego, co o niej widziałam (tj. zapowiedzi na Amazonie i blurbu Naomi Klein wychwalającego jej wspaniałość), sądzę, że jej ogólna teza brzmi: dobrzy Żydzi nie muszą być syjonistami, bo bundowcy nimi nie byli.
Od czasów studiów sporo czasu poświęciłam myśleniu o bundowcach. Po pierwsze, miałam profesora, który urodził się w getcie warszawskim, a jego ojciec — lider tego ruchu — zginął w powstaniu w getcie. Gdy w 2022 roku odwiedziłam Polskę, znalazłam w Warszawie lśniący pomnik poświęcony jego pamięci. Po drugie, jestem prawnuczką rosyjskiego socjalisty mówiącego w jidysz, który wyemigrował do Stanów Zjednoczonych na początku XX wieku. Nie był on bundowcem per se (ani też antysyjonistą), ale należał do tej samej ogólnej kategorii demograficznej. Ta historia zdecydowanie zasługuje na badanie i dyskusję, ale musi to być robione we właściwym kontekście historycznym.
Antysyjonizm Bundu z początku XX wieku był w istocie aktem oporu — wobec nazistów i innych nazistopodobnych bytów, a nie wobec innych Żydów. Ich antysyjonizm wynikał z przekonania, że mają pełne prawo żyć w Europie Wschodniej i zachować kulturę oraz język jidysz, tak jak ich rodziny czyniły to przez setki lat. Była to piękna idea — ale po niemal całkowitej zagładzie podczas Holokaustu okazała się całkowicie nieskuteczna. W okresie świetności Bundu Polska miała drugą co do wielkości populację żydowską na świecie (pierwsze miejsce zajmował Nowy Jork) — ponad 3 miliony. Prawie osiemdziesiąt lat po powstaniu państwa żydowskiego pozostało tam zaledwie kilka tysięcy. Polska reprezentuje to, co zostało utracone. Izrael reprezentuje to, co zostało zyskane.
Bundowcy i ich rodziny doświadczali autentycznych trudów życia w sztetlu — pogromów, biedy, surowych zim. Ich przywódcy, podobnie jak przywódcy syjonistyczni w okresie przedpaństwowym i w pierwszych latach istnienia Izraela, byli również niezwykle ofiarni. Nie dołączali do tego ruchu dla sławy czy bogactwa. W przypadku mojego socjalistycznego pradziadka było to proste: był Żydem, który dorastał w cieniu Imperium Rosyjskiego. W tamtych czasach albo było się za carem, albo nie. On nie był — i podjął decyzję o emigracji z tego przeklętego terytorium trzy dekady przed dojściem nazistów do władzy. Przenieśmy się o pokolenie dalej, do bundowców, którzy stanęli na pierwszej linii frontu przeciwko silnie uzbrojonemu najeźdźcy, wiedząc, że najpewniej nie wygrają. Może gdyby mieli lepszą broń… ale to dygresja.
Zrównywanie moich socjalistycznych przodków z Zohranem Mamdanim i jego zwolennikami jest nie tylko błędne, ale i obraźliwe. Zohran może się określać jako socjalista, ale wszystko, co robi, wskazuje na to, że jest po prostu bogatym dzieciakiem popierającym przemoc wobec Żydów. Myślę, że mogę mówić w imieniu moich własnych dziadków, gdy powiem, że by go nie poparli. Mogliby poprzeć Berniego Sandersa w czasie, gdy ja to zrobiłam, ale to było niemal dekadę temu i zbyt wiele się zmieniło. Moi przodkowie nie byli głupi. Rozpoznawali wroga, gdy go widzieli. Gdyby nie, nie pisałabym teraz tych słów po angielsku, siedząc na kanapie w Stanach Zjednoczonych.
Oto pytanie istotne dla tego tematu, którego Mehdi i jego żydowscy goście nie podejmą, ale ja tak: dlaczego 7 października Hamas celowo zaatakował mieszkańców kibuców — społeczności będących być może jedynym udanym przejawem socjalizmu w naszej współczesnej epoce? Dlaczego nie uderzono w osadników albo entuzjastów Bibiego? Według tych oportunistów z Zeteo socjalizm i „postępowe” zasady mają stanowić tarczę przeciw nienawiści do Żydów. Szkoda, że w praktyce to nie zadziałało (ani w 1939 roku, ani w 2023) w społecznościach żydowskich, które opierały całe swoje istnienie na tych ideach.
W kibucu Nir Oz, jednej ze społeczności w rejonie przygranicznym Gazy zmasakrowanych w ten Czarny Szabat, jeden z izraelskich ratowników przydzielonych do zajmowania się ciałami przeglądał tablicę ogłoszeń, brnąc przez zniszczenia. Widniała na niej ulotka: „dołącz do nas w Jerozolimie, aby protestować przeciwko Netanjahu i nielegalnej okupacji Zachodniego Brzegu przez rząd”. Planowana data wydarzenia? 7 października 2023 roku, godz. 18:00.
Nie trzeba dodawać, że tam nie dotarli.
Link do oryginału:
The LiberaL Jew, 25 kwietnia 2026




Dziękuję za przeczytanie i przetłumaczenie mojej pracy!
Nie w każdym zakątku świata Mehdi Hasan jest postacią znaną. Na mój gust, być powinien, jako że jego występy, na wizji i w pismie, są ewidentnie natchnieniem dla wyznawców palestynizmu z drugiej ręki. https://www.youtube.com/watch?v=Amz2Sf1JMDE Klikalność jest mniej istotna od zorientowania sie, kto zacz. A tym to ma większe znaczenie, że Hasan opublikował... poradnik dla dyskutantów; ten zaś jest dostepny także po polsku. A że rozważania Schopenhauera o erystyce są znane raczej niepowszechnie, to straty mogą być spore.
Argumentacja ad personam, jak widać z wpisu, normalizuje sie. Mniejsza o meritum - w tym przypadku o to, że socjalista starej daty nie tylko by nie popierał, ale i towarzysko nie łaknąłby kontaktu z salonową karykaturą swoich przekonań. Owszem, zrobiłby się mocno podejrzliwy, że ktoś sobie z tych jego przekonań szyje frak i w nim zadaje szyku na rautach (na które nikt socjalistów wszak nie zaprasza).
Technika tych debat jest prosta: dążyć do zdominowania rozmówcy, nie wahać się mówić rzeczy bezwsydnie nieprawdziwe i używać wątpliwych chwytów erystycznych. Takich właśnie, jak wycieczki personalne, "wycinanie" faktów niewygodnych czy nieuprawnione generalizacje. Tu jest obraz kliniczny: https://www.youtube.com/watch?v=HOQTgfS3PbI
Zauważam, że w tzw. krytyce Izraela upowszechnia się swoista maniera, sprowadzajaca się do kwestionowania prawa do upamiętnienia ofiar terroryzmu. Na te upamiętnienia, a nawet same rozmowy o ofiarach, raporty z miejsc pogromów i relacje tych, którzy ocaleli, rzuca się odium, że to "upolitycznienie" i "wykorzystywanie jako broni'. Tu chyba trzeba gestu mało salonowego czyli trzaśnięcia w stół. Relacje izraelskie są bowiem ascetyczne; mają się nijak do eksploatacji cierpienia propagandy palestynistycznej. Dla tej zresztą nawet wyrafinowani intelektualiści są tak wybitnie łaskawi, że uznają za rzecz nieistotną, czy używane w niej obrazy są prawdziwe, czy też nie.