Discussion about this post

User's avatar
Romana Kolarzowa's avatar

Gdy mitów brak, trzeba je tworzyć nieledwie na poczekaniu. To a propos opowieści o Piaście i Posłańcach - o mitologii polskiej wiadomo niewiele, a opowieść wspomniana, razem z historią Wandy, co Niemca nie chciała, należy raczej do opowieści budujących. Te zaś są może wyrazem tęsknoty za mitologią utraconą.

Z mitów i opowieści substytuujących je wynika całkiem sporo, łącznie z kształtem prawa - o czym się można przekonać w wielu krajach, niewyłącznie odległych. Weberowskie "odczarowanie świata" ślimaczyło się iemiłosiernie, czego świadectwem jest przecież bardzo świeże dokończenie europejskiego procesu przyznania praw wyborczych kobietom. Standardy w rodzaju prawa do własnego majątku, swobodnego wyboru możliwości pracy i osobistego pobierania przysługujacego wynagrodzenia to też innowacja, nawet w "starej" Europie (np. we Francji czy Szwajcarii).

Opór wobec tych rozwiązań wynikał z uwewnetrznionych wyobrażeń mitycznych; ba, mitologia nieraz wpływała na dociekania naukowe - vide, poszukiwania materialnych źródeł histerii albo dociekania (zakładanych) negatywnych związków pomiędzy nadmiarem wykształcenia a kondycją zdrowotną. jak płynna bywała granica miedzy mitem a nauką, poucza przykład Ottona Weiningera, którego "Płeć i charakter" liczy się pomiedzy... rozważania filozoficzne.

O tym rzadko chce sie pamiętać. Niesłusznie, bo pamięć, że mitologie hasały i po uczonych podwórkach może na tyle trzeźwić, aby po pierwsze, zachować nieco sceptycyzmu wobec wszystkiego, co sie prezentuje jako naukowe. po drugie zaś, aby uniknąć pułapki fałszywej dychotomii - że tu oto są maniacy, którzy swoje pomysły wywodzą z mitologii, a tu jesteśmy my, niepokalanie racjonalni.

Tym wiekszą ostrożność trzeba chyba zachować wtedy, gdy ma się do czynienia z mitologią istotnie dawną i rozbudowaną. Na tyle przy tym związaną z konkretem (w rodzaju topografii), że pewne jej fragmenty są nie tyle gołym mitem, ile raczej historią w mit wpisaną. I takie rozróżnienie, co jest czym, wydaje się niezbedne przy rozważaniach o mitologii żydowskiej.

To nie jest ekstrawagancja, ale dokładnie to samo podejście, które zaleca się przy badaniach historycznych nad innymi przekazami pismienniczymi. Z tego, że kroniki, diariusze, sylwy itp. bynajmniej nie są wolne od cudów oraz zdarzeń nadzwyczajnych historycy na ogół nie wyciągają wniosków, że należy zdecydowanie odrzucić każdy dokument, który takie wątki zawiera. Na ogół... bo w praktyce może być tak, że cud nad Wisłą i owszem, ale nad Jordanem to już w żadnym razie. No, chyba że ten jeden raz, dawno, dawno temu, gdy głos z niebios (Bat Kol) obwieścił coś o Synu miłym. To już jest fundament teologii czyli jednej z dyscyplin naukowych (Amen).

No posts

Ready for more?