Discussion about this post

User's avatar
Romana Kolarzowa's avatar

Przyjrzałabym się zjawisku z innej strony; i tylko na jednym, za to wyrazistym, przykładzie. Jest otóż selekcja obywateli, na tych, którym wolno przebywać na Wzgórzu Świątynnym i na tych, dla których to miejsce jest zakazane. Interesujące byłoby poznanie zarówno źródła tej selekcji, jak i jej prawnych uzasadnień.

O reszcie - a propos 'izraelskiego apartheidu" - nic nie mogę powiedzieć. Ne znam bowiem żadnego opracowania pewnego wycinka historii, jakim jest prawie 20 lat jordańskiej okupacji Judei i Samarii. Jakie były wtedy realia okupacyjne? Dlaczego do dzisiaj UNRWA działa w Jordanii, Libanie i Syrii (i śle dramatyczne raporty o malejących środkach)? Jaki jest system klasyfikacji mieszkańcół tych krajów i jak jest prawnie uzasadniany? Bez takich podstaw racjonalna dyskusja nie jest możliwa; tu zgadzam się z Autorką, że najwyraźniej nie o dyskusje i nie o jej racjonalność chodzi.

Krzysztof Ratman's avatar

Autorka słusznie krytykuje nadużywanie słowa "apartheid". Jednocześnie sama równie łatwo przypisuje krytykom Izraela, bardzo często słusznie, złe intencje, określając ich jako manipulatorów lub uczestników wojny psychologicznej. To podobny mechanizm upraszczania rzeczywistości.

Moim zdaniem z całego tekstu warto zachować jedno ważne ostrzeżenie: nie należy używać pojęcia "apartheid" jako zwykłej etykiety politycznej. Jest to termin historyczny i prawny o bardzo konkretnym znaczeniu. Jeżeli ktoś twierdzi, że Izrael jest państwem apartheidu, powinien wykazać, że sytuacja spełnia kryteria prawa międzynarodowego, a nie ograniczać się do samego hasła.

Jednocześnie równie nieuprawnione byłoby uznanie, że obecność etiopskich Żydów lub arabskich obywateli Izraela definitywnie zamyka całą dyskusję. Spór dotyczy przede wszystkim statusu Palestyńczyków na terytoriach okupowanych i charakteru sprawowanej tam władzy. To właśnie tam koncentruje się argumentacja zarówno zwolenników, jak i przeciwników używania terminu "apartheid".

Wymowę artykułu nieco osłaba to, że pomija tę kwestie będące osią sporu:

• różne systemy prawne obowiązujące Izraelczyków i Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu,

• ograniczenia przemieszczania się,

• status osiedli,

• administracyjne zatrzymania,

• kwestie obywatelstwa i prawa powrotu.

Wydaje się, że to właśnie wokół tych zagadnień toczy się dyskusja o apartheidzie, a nie wokół sytuacji etiopskich Żydów.

(Z innej strony, być może (?!), Izrael, dla celów propagandowych, powinien odwracać znaczenie pojęcia „apartheid” i proponować innym takie rozwiązania jakie ma u siebie. )

1 more comment...

No posts

Ready for more?